Jak sama nazwa wskazuje, Łaskotki to powrót do czasów dzieciństwa. W przytulnym lokalu Oli i Maćka, który jest pierwszym cookie dough barem w Polsce, wrócą Wam wspomnienia z czasów, gdy ukradkiem w kuchni mamy podjadaliście słodkie surowe ciasto. Masę ciasteczkową w Łaskotkach możecie jeść bez obaw, z uśmiechem.

Martyna Picheta: Pomysł na otwarcie Łaskotek narodził się w Rotterdamie – podczas Waszego trzyletniego pobytu w Holandii. Możecie opowiedzieć o tym coś więcej? 

Maciek: Pobyt w Holandii zmienił w nas dość sporo. Zaczęło się od tego, że poznaliśmy się kilka lat temu – tutaj, we Wrocławiu. Oboje byliśmy na podobnym etapie swojego życia. Byliśmy po studiach, pracowaliśmy w różnych miejscach. Oboje nie wiedzieliśmy, co tak naprawdę chcemy robić. Cały czas szukaliśmy, zmienialiśmy pracę, chcieliśmy się umiejscowić w świecie i zawodowo. Bardzo szybko zdecydowaliśmy się na wyjazd do Holandii z perspektywą, by tam odpocząć, a może i wpaść na pomysł na siebie. Spodobało nam się tam. Wyjazd pozwolił nam spojrzeć z nieco innej perspektywy na życie w Polsce, ale też na to, co tak naprawdę chcielibyśmy robić. Tam zrodził się pomysł na Łaskotki.

Ola: Mieliśmy w pewnym momencie nawet taki plan, żeby zostać tam na stałe, bo bardzo nam się tam spodobało. Doszliśmy jednak do wniosku, że chcielibyśmy wrócić do Polski i robić coś fajnego tutaj. Po jakimś czasie, dość spontanicznie, wpadliśmy na pomysł baru cookie dough.

M: Tak, jesteśmy marzycielami i staramy się spełniać swoje marzenia. Życie jest jedno, a zawsze chcieliśmy mieć coś swojego. Ta kawiarnia to jedno z naszych marzeń, które zrealizowaliśmy.

Pamiętacie może jakieś miejsca, które szczególnie utkwiły Wam w pamięci?

M: Jednym z miejsc, które szczególnie zapadły mi w pamięć jest restauracja na szczycie Euromastu. To jest taka wieża widokowa w Rotterdamie, na której szczyt można wjechać. Jest tam restauracja z widokiem na całe miasto. Na pewno też hala targowa w Rotterdamie. Miejsce w centrum miasta, w którym były targowiska i wystawiali się sprzedawcy, przemieniono na halę, która jest też wyjątkowa pod względem architektonicznym. Tam to wszystko się przeniosło. Mnóstwo smaków, zapachów, potraw, kultur. Bardzo fajne miejsce, które polecamy odwiedzić przy okazji pobytu w Rotterdamie. I oczywiście Baker’s Dough. Jak tylko doszła do nas informacja, że można spróbować tam surowego ciasta, musieliśmy to sprawdzić. Od tamtej chwili zostaliśmy stałymi klientami.

A czy w dzieciństwie zajadaliście się surowym ciastem, czy raczej ta miłość do tego przyszła później?

M: Zajadałem się na pewno. Pamiętam, jak mama wypiekała ciastka, a ja wyjadałem masę przed pieczeniem. Moim zadaniem wtedy było ucieranie tej masy w misce. To wspomnienie paradoksalnie wróciło do mnie właśnie w Rotterdamie. 

O: Ja zawsze podjadałam surową masę. Chociaż samo przyrządzanie nie sprawiało mi takiej przyjemności jak jedzenie. Wiedziałam, że piekę coś, na co mam ochotę. Dlatego też teraz działam w podobny sposób. Klienci czasem pytają kiedy będzie jakieś brownie albo inny konkretny wypiek i często robimy słodkości pod nich. Nie mamy jeszcze tak wielu klientów i ilości wypieków są ograniczone, więc nie boimy się ich indywidualizować. 

Jesteście młodym małżeństwem, które wspólnie postanowiło założyć działalność. Jak od tego czasu zmieniła się Wasza relacja?

O: Tak naprawdę odkąd się poznaliśmy, jesteśmy praktycznie 24 godziny na dobę ze sobą. Aż niektórzy pytają: Jak wy dajecie tak radę? Myślę, że akurat w naszym przypadku jest to bardzo na plus, bo na przykład przez telefon jest nam się ciężko dogadać. Wspólna działalność w jakimś stopniu rzeczywiście wpływa na relacje, ale ogólnie bardzo dobrze nam się razem pracuje.

Dlaczego akurat Łaskotki – skąd wziął się pomysł na taką nazwę? 

M: To jest nazwa wymyślona przez nas. Chcieliśmy, żeby było to słowo, które będzie się dobrze kojarzyło i będzie pasowało do naszego konceptu – wywoływało uśmiech, przywoływało wspomnienia z dzieciństwa. Nieocenioną pomocą tutaj była moja siostra, która bardzo mocno nas wspiera w działaniach marketingowych.

W takim razie możemy płynnie przejść do kolejnego pytania. Kto był odpowiedzialny za projekt identyfikacji wizualnej, ale również projekt wnętrza? 

M: Chcieliśmy, żeby wszystko było jak najbardziej spójne. Całością zajmowało się kilka osób. I projektem logo, projektem wnętrza, nazwą. Stworzyliśmy taki zespół projektowy. Były to dziewczyny z MAUO.DESIGN, moja siostra, która zajmowała się promowaniem marki i osoby, które stworzyły nam logo. 

O: Kilkakrotnie spotykaliśmy się tą grupą i omawialiśmy wszystkie szczegóły naszego konceptu. Pamiętam, jak pierwszy raz zaprosiliśmy wszystkich, bo też nie znali surowej masy w tej formie – było to coś nowego. Widziałam po minach, że z początku byli nieco zdziwieni. Jeżeli chodzi o wystrój, dziewczyny zasugerowały się właśnie masą ciasteczkową. Chciały, żeby to wnętrze było przytulne. Trochę im podpowiedziałam w kwestii kwiatów, bo z wykształcenia jestem ogrodniczką i chciałam, żeby to miejsce było wypełnione zielenią.  

A jak długo trwała taka praca od pomysłu do finalnego projektu?

M: Ponad pół roku na pewno. Okazuje się, że to całkiem sprawnie. Teraz kiedy poznajemy ludzi, którzy zajmują się gastronomią, mówią że niekiedy samo szukanie lokalu potrafi trwać rok. Nam udało się to trochę szybciej. Można powiedzieć, że mamy szczęście, ale nie tylko. Spotykamy na naszej drodze wspaniałych ludzi i to jest też dla nas bardzo ważne.

Jak powstają kolejne smaki cookie dough – wszystko przygotowujecie na bazie przepisów, czy może eksperymentujecie?

O: Mamy taki bazowy, podstawowy przepis, który dopracowywaliśmy w sumie dwa lata. Testowaliśmy wiele rzeczy i braliśmy pod uwagę sporo czynników takich jak ilość cukru czy czas wypiekania mąki. Słuchamy też co mówią klienci. Każda uwaga czy sugestia jest jak najbardziej mile widziana. Jeżeli chodzi o inne smaki – często szukamy inspiracji, podpatrujemy na instagramie. 

A w temacie klientów – czy macie swoich fanów, którzy przychodzą bardzo często, czy może są to takie pojedyncze strzały i jest duża rotacja?

M: Rotacja jest duża, ale z czego najbardziej się cieszymy – mamy już klienta, który kończy jedenastą albo dwunastą kartę lojalnościową. Wiele osób, kiedy spróbuje naszej masy, przyprowadza później kolejne. Dzieci przyprowadzają rodziców, dziadków, ale też odwrotnie. Niektórzy piszą do nas czy to na Facebooku, czy Instagramie, kiedy udostępniamy posty: Zostawcie trochę dla mnie albo Ja zamawiam to ciastko.

O: Mamy jeszcze jedną ciekawą historię. Pewnym klientkom bardzo posmakowała masa o smaku cynamonowym i przyszły w momencie, gdy ten smak się nam już skończył, więc poprosiły o miskę, w której była ta masa. Czasami, kiedy proponujemy cookie dough w połączeniu z lodami, klienci odpowiadają, że szkoda miejsca w kubeczki na lody.

A co planujecie w przyszłości? Macie jakieś konkretne zamierzenia?

M: Na pewno chcemy wyjść z naszym produktem do klienta, dlatego też planujemy w przyszłym sezonie obecność na imprezach plenerowych. Nie wykluczamy otwarcia kolejnego lokalu w przyszłości. Teraz na początku skupiamy się na tym, aby doprowadzić to miejsce do poziomu, z którego będziemy w pełni zadowoleni. 

Jak się Wam pracuje we Wrocławiu? Uważacie, że to dobre miejsce na założenie własnej działalności?

M: Nie urodziliśmy się we Wrocławiu, ale studiowaliśmy tutaj i dużą część życia spędziliśmy w tym mieście. Dlatego uwielbiamy Wrocław.

O: Będąc w Holandii, kiedy myśleliśmy o powrocie do Polski, braliśmy pod uwagę tylko Wrocław. Chciałabym też coś powiedzieć na temat dzielnicy, ponieważ jesteśmy zakochani w Nadodrzu. Jest tu taka wspaniała mieszanka ludzi, bo są to osoby starsze, które mieszkają w tej kamienicy, ale jest też dużo młodych. Bardzo lubimy też wydarzenia i inicjatywy tutaj organizowane, które pozwalają jeszcze lepiej poznać tę dzielnicę. 

A jak to wygląda, jeśli chodzi o ludzi z branży gastronomicznej? Są otwarci, chętni do pomocy?

M: Jak najbardziej. Bardzo fajni są ci ludzie. Mimo że każdy z nich ma tak naprawdę bardzo mało czasu przez prowadzenie swojego biznesu, co jest bardzo angażujące, znajdują chwilę, żeby wpaść, porozmawiać czy zbić piątkę. Mamy tutaj też świetnych sąsiadów. Jeśli chodzi o ludzi – mamy bardzo pozytywne zdanie.

Zdjęcia do artykułu wykonał Mateusz Gargula.

Chcesz poznać więcej ciekawych osób z Wrocławia? Bądź na bieżąco!

 

 

 

 

Categories: Ludzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *