Miejsce idealne dla wszystkich tych, którzy pragną choć na chwilę oderwać się od miejskiego zgiełku. Żyjnia to przestrzeń znajdująca się w galerii Dizajn BWA Wrocław, która oprócz chwili wytchnienia oferuje nam bogaty program poświęcony zagadnienieniom na styku projektowania i ekologii.

Stworzona została na wzór miejskiego sanatorium, inspirowana nostalgiczną atmosferą dolnośląskich uzdrowisk i pałaców zdrojowych.

Martyna Picheta: Na początku maja odbyło się oficjalne otwarcie Żyjni – wyjątkowej przestrzeni, określanej mianem miejskiego sanatorium. Jak to wszystko się udało?

Katarzyna Roj: Sama idea rozwijała się we mnie bardzo długo. Chciałam by w galerii powstała przestrzeń, w której realizowany byłby program wydarzeń edukacyjnych, a w czasie wolnym by była miejscem witalnym i chętnie odwiedzanym.

W zeszłym roku w porywie serca postanowiłam napisać maila do BUCK.studio, który wyjaśniał, dlaczego to właśnie oni powinni zaprojektować to miejsce. Czekając na odpowiedź, nachodziło mnie coraz więcej wątpliwości. Po dwóch dniach dostałam odpowiedź od Dominiki Buck, która kończyła się pięknym wyrażeniem „Niech żyje Żyjnia!”. Tak się właśnie zaczęło.

Dwa miesiące później spotkaliśmy się w galerii i rozmawialiśmy o nostalgii w projektowaniu, pracy nad przestrzeniami służącymi różnym doświadczeniom, popijając wodę z geranium. Później rozpoczął się kolejny etap, który rozwijał się głównie wokół naszej korespondencji, w której wymienialiśmy się pomysłami i pracowaliśmy nad końcową ideą. W listopadzie dostałam już od nich wstępną wizualizację. Zdecydowaliśmy się, że pójdziemy w kierunku miejskiego sanatorium – z wodą, inhalacjami i naparami ziołowymi. A program edukacyjny realizowany w tej przestrzeni będzie miał zupełnie nową formułę.

Co skłoniło Was do tego, aby tego typu projekt umieścić akurat w przestrzeni galerii Dizajn BWA Wrocław?

Katarzyna: Z jednej strony nasze witryny czynią nas widocznymi, wręcz transparentnymi, ale z drugiej strony ludzie często tracą motywację do tego, aby tutaj wejść. Te osoby, które zdecydują się wejść do środka, po chwili zaczynają odczuwać pewien dyskomfort. Projekt Żyjni jest właśnie próbą odpowiedzi na te wszystkie emocje odczuwane przez naszych odwiedzających. Pragnęliśmy stworzyć miejsce, w którym chce się spędzać czas. Zasłony, które składają się na część aranżacji sprawiają, że to miejsce wydaje się zdecydowanie bardziej intymne. Tworzy takie poczucie bezpieczeństwa, odcięcia się od tego, co dzieje się za oknem.

Żyjnia jest miejscem ciekawym, a jednocześnie przyjaznym dla odwiedzających. Na które elementy zwróciliście największą uwagę przy samym procesie projektowania?

K: Przede wszystkim postanowiliśmy, że nie będziemy otwierać Żyjni, a ją ożywimy. Największą wartością tego miejsca jest właśnie to, że cały czas się rozwija. Obserwujemy jak działa, wsłuchujemy się w głos ludzi i pragniemy rozwijać to miejsce tak, aby jeszcze lepiej dostosowywało się do potrzeb naszych odwiedzających. Jesteśmy dla ludzi i to właśnie z nimi chcemy tworzyć Żyjnię.

Wchodząc tutaj, od razu uderza nas charakterystyczny zapach. Mogłabyś zdradzić nam co to takiego?

Geranium, czyli anginka pojawiła się u nas jako motyw przewodni – zarówno w formie wizualnej, jak i zapachowej – nie bez powodu. Tak naprawdę to właśnie od niej wszystko się zaczęło. Nauczyłam się pić geranium podczas rezydencji kuratorskiej w Iranie, gdzie parzyliśmy ją na ciepło albo dodawaliśmy ją do czystej wody, jak miętę. Co ciekawe, ma ona właściwości rozgrzewające, ale również chłodzące. Wszystko zależy od tego, jak się ją przygotuje. Ta roślinka budzi też cudowne skojarzenia. Osoby, które wchodzą do nas mówią, że ten zapach przypomina im dzieciństwo.

Żyjnia zostaje w galerii jako jest stały elementy – czy to oznacza, że planujecie organizować również w jej przestrzeni wydarzenia kulturalne i warsztaty?

Dopiero zaczęliśmy działać z tą przestrzenią, ale jesteśmy pewni, że zostanie ona z nami na dłużej. Chciałabym, aby towarzyszyła ona programowi galerii jeszcze w przyszłym roku. Cały czas obserwujemy naszych odwiedzających i sprawdzamy, jaki jest to rodzaj doświadczenia, kiedy przebywają w Żyjni.

Każdy korzysta z niej na swój sposób. Ludzie przychodzą napić się wody i ziołowych naparów, odpocząć, poczytać książkę, zdarzają się randki i nieformalne spotkania. Dzieci uwielbiają skakać po meblach i śpiewać przez mikrofon.  

Czy Żyjnia to przestrzeń służąca tylko oderwaniu się od miejskiego zgiełku?

Żyjnia jest również o ekologii – o tym, aby zapobiegać negatywnym skutkom konsumpcji. Odwołujemy się do roślinności, witalności, do autentycznego przeżywania. Symbolizuje to właśnie woda, którą tu serwujemy. Z jednej strony jest czymś gwarantującym nam życie, a z drugiej strony jest najbardziej niedocenianym zasobem. Wydaje mi się, że woda jest traktowana jako taki bonus produkcyjny. Tymczasem stanie się ona niebawem cenniejsza niż złoto. Pomyśleliśmy, że w tej sanatoryjnej przestrzeni warto byłoby o tych zagrożeniach rozmawiać.

Planowane są również debaty i spotkania omawiające temat wody w kontekście produkcji dóbr konsumenckich, projektowania i codziennego użycia. Dlaczego zdecydowaliście się poruszyć akurat ten temat?

Wiele instytucji kultury zareagowało na zagrożenia, które z dnia na dzień przybierają coraz wyraźniejszy obraz. Kultura, dizajn, sztuka bardzo mocno zareagowały na kryzys klimatyczny. Pokazuje to ogromny potencjał, który kultura posiada, bo nie jest ona tylko przestrzenią rozrywki, jest również przestrzenią edukacji, czy szerzej – przeżyciem. Wydaje mi się, że w miejscach takich jak galeria Dizajn jest to niezwykle istotne. Do tej pory projektanci mocno sprzyjali rozwojowi konsumpcji. Czyni ich to współodpowiedzialnych za stan naszej planety.

Co przez to rozumiesz?

Mówię to z przykrością, bo zazwyczaj występuję jako osoba promująca zawód projektanta. Muszę jednak stwierdzić, że projektanci wykorzystują swój potencjał, który mógłby służyć ludzkości na usługi wspierające sprzedaż i marketing. Mówił o tym już Victor Papanek, amerykański dizajner, który jako pierwszy wypowiedział się na temat negatywnych skutków konsumpcji i uwikłania projektantów w procesy sprzedażowe. Myślę, że projektanci i architekci posiadają narzędzia, które w tych najbliższych, kluczowych dla nas dekadach, mogą okazać się niezbędne. Będą musieli odpowiedzieć na rosnącą falę zero waste, którą ludzie zaczynają tworzyć oraz – miejmy nadzieje – na zaostrzające się dyrektywy odnośnie warunków globalnej produkcji.

W planach macie również zbiórkę crowdfundingową, dzięki której będziecie mogli rozpowszechniać treści w ramach ŻyjniaTV. Mogłabyś zdradzić nam o tym projekcie nieco więcej?

Chcielibyśmy rozpocząć działania związane z ŻyjniąTV jesienią tego roku. Żyjnia jest przestrzenią dosyć kameralną. Jest to oczywiście jej ogromna wartość, głównie dlatego, że o rzeczach ważnych lepiej mówić w kameralnym gronie – można wtedy z większą łatwością do tych ludzi dotrzeć, wymienić się wiedzą i energią. Takie wydarzenie ma bardziej charakter spotkania, a nie charakter akademickiego wykładu. ŻyjniaTV miałaby pomóc nam dotrzeć z tymi materiałami do szerszego grona odbiorców. Program będzie skupiać się na zagadnieniach na styku projektowania i ekologii.

Czytając notkę prasową dotyczącą Żyjni znalazłam również informację, że jesteście otwarci na projekty z zewnątrz – czy to znaczy, że każdy z nas może podesłać do was projekt, który mógłby zostać zrealizowany w przestrzeni Żyjni? Czy będą projekty podobne do Kopublikacji?

Trzy lata z rzędu w przestrzeni galerii Dizajn BWA Wrocław odbywały się półroczne warsztaty o nazwie Kopublikacja. Ich celem było stworzenie książki, na którą byłoby realne zapotrzebowanie. My mieliśmy okazję współpracować z Międzynarodowym Festiwalem Opowiadania, dla którego projektowaliśmy katalog. Oni dostarczali nam opowiadania, zapewniali redakcję i korektę, a my zajmowaliśmy się resztą. Wyglądało to tak: organizowaliśmy trzy seminaria – layout, ilustracja, liternictwo, a każde opowiadanie było tworzone przez reprezentantów tych grup. Po półrocznym procesie projektowym powstawała książka, która była efektem pracy kilkudziesięciu osób. Przez te trzy edycje zmieniały się szczegóły, a ostatni rok skończył się też wystawą. Mieliśmy czas na dopieszczenie formuły.

To właśnie nauczyło nas, że naszą siłą jest współpraca, a wiele wartościowych rzeczy nie tworzymy sami, ale w reakcji na pomysły, które przychodzą z zewnątrz. Cieszy nas, że dzięki naszemu wsparciu ktoś dostaje okazję, aby rozwijać swoje projekty. Bardzo ważne jednak jest to, aby mieściły się one w wachlarzu wartości, którymi się kierujemy.

Premierowej odsłonie towarzyszyła również wystawa 5!, która jest pierwszą przekrojową prezentacją twórczości BUCK.Studio. Co oznacza tytułowa piątka?

Wyeksponowanych jest tu sześć realizacji, a tytułowa piątka z wykrzyknikiem nawiązuje do manifestu stworzonego przez projektantów, wyrażającego… sześć wartości, które przenikają do ich pracy. Jest w tym trochę żartu, bo są to projektanci, którzy cenią sobie poczucie humoru.. Pozornie ich projekty wydają się wprost doskonałe, a jednak posiadają w sobie lekkie przesunięcie, co czyni je oryginalnymi. Każdy docenia w nich coś innego, ja szczególnie cenię ich sentymentalny nastrój. Przypominają mi wnętrza, które pamiętam z mojego dzieciństwa, choć są przecież na wskroś nowoczesne. Mają w sobie jednak ten posmak dobrego, rzetelnego projektowania z czasu PRL-u… Realizacje BUCK.studio charakteryzują się też specyficzną regułą: projektanci najpierw pracują nad scenariuszem miejsca, a gdy mają już gotową historię, każdy kolejny element ich pracy z niego wynika.

Co dokładnie będziemy mieli okazję zobaczyć na wystawie?

Wystawa dotyka kilku obszarów ważnych dla projektantów. Zaprojektowane przez nich wnętrza mają charakterystycznie opracowane ściany lub inne powierzchnie grodzące. To tworzy ten totalny wygląd miejsc ich autorstwa. Ale z drugiej strony są bardzo czujni na detal, więc zazwyczaj sami tworzą wszystkie elementy w danym wnętrzu, tak by wynikały z siebie. Dzięki temu nie są to pomieszczenia udekorowane, ale właśnie zaprojektowane. Prezentujemy to w specjalnej, dwustronnej instalacji, pokazującej skalę makro (zastosowane materiały) i mikro (meble, identyfikację, detale). Na wystawie mamy też fragment ich pracowni przeniesionej z różnymi inspirującymi materiałami oraz sporo rysunków technicznych.

Przy okazji pracy nad całym projektem – co dla ciebie okazało się największym zaskoczeniem?

Było to dla nas bardzo duże wyzwanie, ale myślę, że zgrało to nasz galeryjny zespół. Zaskakujące było też to, że zdobycie partnerów, którzy pomogliby nam sfinansować Żyjnię okazało się być niezbyt trudne. To wielka zasługa BUCK.studio. Dzięki nim mieliśmy też okazję pracować z cudownymi lokalnymi rzemieślnikami i wykonawcami. Tworzeniu tego miejsca towarzyszył niezwykły entuzjazm.

Zdjęcia do artykułu wykonał Juliusz Migdziński

Chcesz poznać więcej ciekawych osób z Wrocławia? Bądź na bieżąco!

 

 

 

 

Categories: Ludzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *