W samym sercu Wrocławia, bo na terenie Browaru Mieszczańskiego mieści się wyjątkowa pracownia metaloplastyczna. To właśnie w niej powstały rekwizyty do kultowego serialu Gra o Tron. Poznajcie Rextorn Metalwork, czyli wrocławskich rzemieślników, którzy swoją pasję przekuli w sposób na życie.

Mateusz Gargula: Jak zaczęła się Wasza działalność? Skąd wziął się pomysł na otwarcie tego rodzaju biznesu?

Tomasz: Nasze początki sięgają roku 2011, kiedy już oficjalnie powstała działalność gospodarcza zarejestrowana jako Rextorn Metalwork. Wcześniej natomiast wprowadzaliśmy nieśmiało nasze pierwsze produkty, które sprzedawaliśmy na Allegro. Były to głównie rzygacze dachowe – od tego zaczynaliśmy. W końcu przyszedł przełomowy moment, w którym zdecydowaliśmy, że chcemy założyć razem pracownię. Jako, że przyjaźniliśmy się od drugiej klasy podstawówki, połączyliśmy siły. Piotr jest motorem napędowym wszystkich rzeczy związanych z pracą nad metalem w naszej pracowni. Jest odpowiedzialny za większość projektów. Ja natomiast ogarniam kontakt z klientem, identyfikację wizualną firmy, social media – wszelkie sprawy miękkie, które odciążają Piotra. Zajmuję się również tworzeniem filmów dla pracowni oraz materiałów fotograficznych. 

Nasza realizacja dla Gry o Tron, która sprawiła, że staliśmy się rozpoznawalni we Wrocławiu, jest pokłosiem filmu z 2013, który nagraliśmy jeszcze w naszym garażu – zwykłym blaszaku, który ociepliliśmy styropianem i poprowadziliśmy do niego prąd z piwnicy. W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli nie wyjdziemy do klientów z atrakcyjną i wartościową reklamą, nie ma szans, żebyśmy dostali jakieś zamówienia. Zrozumieliśmy, że robimy rzeczy bardzo niszowe, a wyspecjalizowani jesteśmy głównie w architekturze, która nie daje zbyt dużego pola do popisu w mediach społecznościowych. Dlatego też zaczęliśmy tworzyć różne „odjechane” rekwizyty i nagrywać proces ich powstawania.

Metaloplastyka wydaje się niełatwą sztuką. Gdzie i jak długo się jej uczyliście?

Piotr: Przygoda z repuserstwem zaczęła się znacznie wcześniej, kiedy po skończeniu podstawówki udałem się do szkoły plastycznej. Właśnie tam złapałem pierwsze szlify, jeśli chodzi o naukę i rozwijanie tego fachu. Miałem wybór między jubilerstwem, a respuserstwem. Pierwsze to głównie wyrób ozdób, biżuterii, stosunkowo niewielkich rzeczy. Repuserstwo natomiast polega na tworzeniu wielkogabarytowych obiektów m.in. z miedzi, cynku, mosiądzu. 

Tomasz: Piotr rozważał później pójście na ASP, bo wydawało się to dla artysty logiczną kontynacją rozwoju. Jednak z uwagi na to, że nie było tam kierunku skupiającego się na repuserstwie, zdecydował wtedy, że zatrudni się u znanego konserwatora zabytków, Pana Ireneusza Radosza. Tam pracował 10 lat, tworząc głównie rzeczy związane z renowacją i architekturą zabytków. Były to szpice dachowe, różnego rodzaju maszkarony, rzygacze. To właśnie wtedy nauczył się pracy nad metalem i dużymi projektami. 

Tworzycie głównie za pomocą techniki repusowania – na czym to polega?

Piotr: Tak pokrótce repusowanie jest gałęzią metaloplastyki. Jest to bardzo stara technika sięgająca czasów starożytności i polega na kształtowaniu blachy na zimno za pomocą odpowiednich narzędzi. Chodzi o to, aby za pomocą tych narzędzi uwypuklać blachę tak, by powstał wzór lub nawet cała rzeźba.

Tomasz: W repuserstwie pracujemy cały czas na awersie i rewersie, gdzie blisko 70% pracy skupia się na tej tylnej części.

Wiemy, że współtworzyliście rekwizyty dla HBO do serialu Gra o Tron. To osiągnięcie na dużą skalę. Powiecie nieco więcej o tej współpracy?

Tomasz: Wszystko zaczęło się od naszego pierwszego filmu, który nagraliśmy w 2013 roku. Wykonaliśmy wtedy z miedzi replikę smoczego jaja z Gry o Tron. Film spotkał się z ciepłym przyjęciem i w ciągu roku osiągał 30 czy 40 tysięcy wyświetleń. Jednak jego drugie życie nastąpiło w 2017 roku, gdy filmem zainteresował się serwis Bored Panda. Po publikacji na tym serwisie film osiągnął astronomiczny wynik niemal 8 milionów wyświetleń w ciągu doby. Ostatecznie wyświetlenia filmu przekroczyły 20 milionów wyświetleń w ciągu 7 dni, gdy film zaczęły udostępniać pozostałe potężne serwisy rozrywkowe. Wtedy też nasz fanpage urósł w siłę. I myślę, że na fali tej popularności dostrzegł nas ktoś z HBO.

Piotr: Tak, pod koniec 2018 dostaliśmy propozycję uczestnictwa w programie Create For The Throne, do którego zostało wybranych 18 artystów z całego świata, aby stworzyli własną wizję legendarnych przedmiotów z Westeros. Tak właśnie zaczęła się nasza współpraca z HBO.

Tomasz: HBO zdecydowało, że przydzieli nam złotą dłoń Jaimego Lannistera. Artyści biorący udział w programie mieli za zadanie zreinterpretować przydzielone im artefakty związane z daną postacią. Było to trudne zadanie, gdyż za pomocą jednego rekwizytu musieliśmy nie tylko przedstawić postać bohatera, ale również jego historię. Zdecydowaliśmy się w naszej pracy pokazać dylemat wewnętrzny postaci Jaimego. Ręka zaciśnięta w pięść trzyma wagę, na której znalazły się dwie przeciwstawne wartości – z jednej strony naramiennik dowódcy gwardii królewskiej, a z drugiej wierne anatomicznie ludzkie serce. Jaimie jest postacią niebywale rozdartą, która ciągle szarpie się między lojalnością do rodu, a swoim ludzkim obliczem.

Piotr: Ciekawostką jest to, że był to jedyny projekt, nad którym pracowało aż 3 rzemieślników jednocześnie – normalnie za każdy projekt odpowiedzialna jest jedna osoba, ale tu pracowaliśmy pod tak morderczą presją czasu, że do projektu musiały zostać zaangażowane wszystkie siły.

A jakie obiekty tworzycie na co dzień?

Tomasz: Sporo zależy od okresu. Bardzo wielu inwestorów, którzy zajmują się renowacją zabytków lub budową nowych obiektów wraz z końcem roku przypomina sobie, że mają dach, na którym brakuje szpicy. W tym okresie robimy dużo iglic i sterczyn. Cała reszta w naszym wypadku to trochę taki Rock and Roll.

Piotr: Rozpiętość zleceń jest bardzo duża. Tworzymy różne projekty: od rzygaczy i maszkaronów, przez reliefy, hełmy, zbroje i maski, aż po smoki wielkości konia. 

Tomasz: Odnoszę jednak ostatnio wrażenie, że część klientów – zarówno z Polski, jak i zza granicy – wystraszyła się tej naszej współpracy z HBO. Są bardziej onieśmieleni i chyba częściej zadają sobie pytanie, ile teraz musi kosztować u nas dany produkt, skoro współpracujemy z takim molochem jak HBO. Boją się, że usłyszą jakąś astronomiczną kwotę. A prawda jest taka, że w ogóle nie podnieśliśmy naszych cen po tej słynnej realizacji. Nadal patrzymy na siebie bardziej jak na rzemieślników, niż na wielkich artystów zachłyśniętych prestiżem pracy nad telewizyjną superprodukcją.

Skąd czerpiecie inspiracje, tworząc metalowe elementy? Wygląd wielu Waszych prac przywodzi na myśl dzieła fantastyki.

Piotr: Inspiracje często pochodzą od naszych klientów, którzy mają jakąś wizję przedmiotu i wysyłają nam brief, mówiący jak dana rzecz ma wyglądać. W przypadku tej maski nabywca zainspirował się filmem Kroniki Riddicka.

Tomasz: Cieszy nas to, że mimo wstępnych ustaleń zamawiający praktycznie zawsze dają nam wolną rękę podczas prac. Owszem, dostarczają nam pomysł i zaznaczają czego oczekują, ale pozwalają nam przy tym na potężną swobodę twórczą. Nie zdarzyło nam się, żeby klient miał jakieś zastrzeżenia, nawet jeżeli dość mocno zaingerowaliśmy w jego projekt. Część z nich wręcz nas zachęca, aby zaszaleć, pisząc: Go ahead and do something awesome!

A która realizacja była według Was najtrudniejsza?

Piotr: Wydaje mi się, że te „pełnogabarytowe” smoki, nad którymi prace potrafią trwać wiele miesięcy. Takie projekty robi najczęściej jeden rzemieślnik, żeby w pełni kontrolować proporcje. To jest też ciężka fizyczna praca. Płaty blachy poddawane repusowaniu są naprawdę duże. 

Tomasz: Ogromnym wyzwaniem była dla nas też kopuła na świątynię hinduską. Wszystko musiało zostać wykonane geometrycznie, symetrycznie i z ogromną precyzją. Sama kopuła zawierała ponadto instalację elektryczną, gdyż sterczynę zwieńczy świecąca szklana kula. Do tego dochodziła również kwestia złocenia galwanicznego. To wszystko przy tak ogromnych gabarytach było naprawdę problematyczne.

Jak Wam się pracuje i działa we Wrocławiu?

Tomasz: Wydaje mi się, że w latach młodości nie doceniałem tego miasta. Byłem przekonany, że mógłbym mieszkać gdziekolwiek indziej i nie odczułbym specjalnej różnicy. Teraz wiem, że jest inaczej. Mam ogromny sentyment do Wrocławia i czuję, że to jest moje miasto. Ogromnie się cieszę, że Wrocław zwrócił na nas uwagę, że zaczyna doceniać to, że tutaj jesteśmy. Z ekonomicznego punktu widzenia bardziej opłacałoby się nam założyć pracownię gdzieś na odludziu, poza miastem, ale od początku marzyliśmy o tym, aby znaleźć się w sercu Wrocławia – i dopięliśmy swego, tworząc pracownię w Browarze Mieszczańskim.

Zależało nam również, aby zerwać z modelem starego konserwatywnego rzemieślnika z lat 80-tych, który niechętnie przekazuje swą wiedzę dalej, niechętnie wpuszcza do warsztatu osoby z zewnątrz i często umiera bez sukcesorów. My chcemy uczyć repuserstwa, aby wiedza o tym rzemiośle przetrwała, a samo rzemiosło nie umarło.

Piotr: Widzimy też, że to się na szczęście zmienia. Szczególnie tutaj, we Wrocławiu, który ciągle jest w rozkwicie i bardzo szybko się rozwija.

Odnosicie duże sukcesy, ale czy są jakieś trudności, z którymi się zmagacie?

Tomasz: Ludzie często myślą, że jesteśmy potężnym przedsiębiorstwem. To nieprawda. Jak większość pracowni rzemieślniczych w Polsce i my borykamy się często z poważnym brakiem płynności finansowej. 

Piotr: Dzieje się tak często gdy dostajemy duże realizacje, na przykład stworzenie takiego smoka, nad którym pracujemy bardzo długo. Blokujemy się takim zleceniem, ponieważ wszystkie siły kierujemy na ten projekt i musimy rezygnować w tym czasie z bieżących zleceń. Dlatego właśnie stworzyliśmy osobną gałąź rozwoju i od dłuższego czasu prowadzimy warsztaty kucia miedzi, które cieszą się bardzo dużą popularnością. 

O właśnie. Do kogo są skierowane i czego możemy się podczas nich nauczyć?

Tomasz: Często dostajemy pytania od zainteresowanych w stylu: Czy osoba, która nigdy nie trzymała młotka w ręku się nadaje? Czy ktoś, kto nie ma zdolności artystycznych powinien wziąć udział? Za każdym razem odpowiadamy, że nie jest potrzebne żadne doświadczenie. Chodzi o to, aby spróbować czegoś nowego, doświadczyć pracy z metalem, wyczuć go, zrozumieć. Nie zdarzyli nam się jeszcze kursanci, którzy byliby niezadowoleni z efektu końcowego swojej pracy. Dobieramy poziom trudności zależnie od umiejętności i wiedzy kursanta. Zawsze wygląda to tak, że robimy krótki wstęp teoretyczny, następnie Piotr pokazuje wszystkie metody, które będą potrzebne do pracy, wskakuje które punce do czego służą i przechodzimy momentalnie do działania. Kursanci robią wszystko samodzielnie. My ich tylko nadzorujemy, ewentualnie pokazujemy jak uzyskać lepszy efekt lub pomagamy wybrnąć z jakiejś pomyłki.

A jakie macie plany na przyszłość? Może planujecie jakiś kolejny spektakularny projekt?

Tomasz: Tu ponownie wszystko zależy od naszych klientów i ich fantazji. Marzy nam się kolejny wielki stwór, ale nie możemy sobie jeszcze pozwolić na wykonanie takiego smoka dla siebie, choć ciągle nad tym pracujemy. Co do najbliższych planów: dążymy do tego, aby nasza pracownia stała się ważnym punktem na mapie kulturowej Wrocławia. Chcemy, aby zaczęła tętnić życiem. Jesteśmy zawsze otwarci na wszystkie ciekawe inicjatywy: eventy, warsztaty, sesje zdjęciowe, spotkania, pokazy czy koncerty. Zawsze staramy się również znaleźć czas, aby oprowadzić chętnych po naszej pracowni.

Piotr: No i film… Na dniach opublikujemy nowy materiał filmowy, z którego jesteśmy naprawdę zadowoleni.

Zdjęcia do artykułu wykonał Juliusz Migdziński

Chcesz poznać więcej ciekawych osób z Wrocławia? Bądź na bieżąco!

Categories: Ludzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *