Okazuje się, że skok na głęboką wodę może okazać się strzałem w dziesiątkę, a podjęcie ryzyka często się opłaca. Borys Aleksy oraz Hania Tomasiewicz–Aleksy są na to dowodem. „Szosa” to magazyn, który nie tylko zachwyca piękną oprawą graficzną, ale oferuje również wiele ciekawych treści.

Martyna Picheta: Dlaczego zdecydowaliście się na wydanie magazynu kolarskiego?

Hania Tomasiewicz- Aleksy: Od kiedy pamiętam, jeździmy razem na rowerach. Zaczynaliśmy od wypraw z sakwami – jeździliśmy po Polsce na rowerach turystycznych. Zdarzały się również wypady za granicę. Na samym początku naszej kariery opisywaliśmy te wyjazdy, współpracując z Magazynem Rowerowym. Po jakimś czasie pracowaliśmy tam już na pełny etat. „Szosa” wyłoniła się po zakończeniu współpracy z Magazynem, już jako nasz własny projekt.

Borys Aleksy: W pewnym momencie kolarstwo szosowe zaczęło robić się bardzo popularne. Nasi sportowcy zaczęli osiągać bardzo dobre wyniki w tej dziedzinie. Z pewnością miało wpływ na zainteresowanie tą dyscypliną – powstał trend, który wciąż się rozwija. To był dobry czas na stworzenie pisma poświęconego właśnie tej tematyce.

Jak wyglądały Wasze początki?

Borys: Powstał pomysł, ale nie mieliśmy żadnych oszczędności, które moglibyśmy zainwestować w ten projekt. Postanowiliśmy więc pozyskać kilku inwestorów. Od momentu powstania pomysłu do wydania pierwszego numeru minęły jedynie trzy miesiące. Z pewnością był to czas wytężonej pracy pod dużą presją czasu. Zależało nam, aby pierwszy numer wyszedł jeszcze na początku sezonu kolarskiego.
Zaczynaliśmy w starym biurowcu, a chwilę później przenieśliśmy się do miejsca, w którym urzędujemy, aż dotąd. Początkowo mieliśmy tylko jedno pomieszczenie. Za to widok z okien był wyjątkowy – okna wychodziły na Park Szczytnicki.

Hania: Od samego początku była to dla nas praca na pełny etat. Teraz wiem, że był to skok na głęboką wodę, ale wtedy się nad tym nie zastanawialiśmy. Problemem było to, że udało nam się zdobyć pieniądze tylko na pierwszy numer. Nie wiedzieliśmy, czy nasz plan się powiedzie.

Co okazało się najtrudniejsze?

H: Formalności związane z wprowadzeniem nowego tytułu do sprzedaży były dość przytłaczające.

B: Praca nad pierwszym numerem kosztowała nas dużo wysiłku, ale tak naprawdę nie pamiętam żadnych szczególnych trudności. Wiedzieliśmy, co chcemy zrobić i mieliśmy dzięki temu mnóstwo motywacji. Trzynastego marca 2015 r. o godzinie szóstej rano w kioskach pojawiły się pierwsze numery „Szosy”. Około godziny piętnastej tamtego dnia mieliśmy już ponad stu prenumeratorów, a w tej chwili jest ich już ponad tysiąc. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że „Szosa” stała się ważnym elementem kultury kolarskiej w Polsce.

W życiu prywatnym wszyscy jesteście pasjonatami kolarstwa?

B: Nasz zespół jest bardzo zróżnicowany. Każdy z nas ma zupełnie inne podejście do rowerów. Uważam, że to jest właśnie nasze siła. Jesteśmy w stanie zaprezentować odbiorcom bardzo wiele punktów widzenia tak, aby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Każdy z nas ma różne poczucie estetyki, stylu, ale również różne poczucie humoru. Możemy cały czas wzajemnie weryfikować i przegadywać swoje pomysły. Wydaje mi się, że to właśnie dzięki temu uniknęliśmy wielu błędów.

Głównym celem waszej pracy jest zapewne osiągnięcie jak najlepszej jakości – pod względem merytorycznym, jak i estetycznym. Opowiedzcie mi coś więcej o waszej oprawie graficznej. Kto za tym stoi?

B: Hania jest motorem wszelkich działań związanych z wyglądem „Szosy”. Szczegóły za to omawiamy w szerszym zespole. Za skład pisma odpowiada Marlena Maciejczyk.

H: Prawdę mówiąc cały zespół ma wpływ na to, co będzie składało się na następny numer. Ja jestem odpowiedzialna za projekt okładki. Z każdym numerem czuję narastającą presję. Głównie ze względu na to, że okładki stały się naszym znakiem rozpoznawczym. Nasi czytelnicy lubią być zaskakiwani, co wiąże się z długimi godzinami w poszukiwaniu “okładki idealnej”. Często do ostatniej chwili zastanawiamy się, czy nasz ostateczny wybór jest słuszny.

Ostatnio można zauważyć, że na rynku zaczynają pojawiać się magazyny oraz gazety, które na nowo przykuwają uwagę odbiorców. Jeszcze niedawno media zapowiadały śmierć gazet. Co o tym myślicie?

H: Każdego dnia jesteśmy bombardowani natłokiem informacji. Właśnie dlatego takie krótkie momenty skupienia, kiedy możemy wyciszyć się przy lekturze ulubionego pisma, stały się luksusem. Wydaje mi się, że to właśnie dlatego w ludziach rodzi się ogromne zainteresowanie wszelkiego rodzaju magazynami – zachwycającymi nie tylko treścią, ale również piękną oprawą graficzną.

B: Sami chcieliśmy stworzyć magazyn, który po przeczytaniu nie ląduje w koszu. Właśnie dlatego postanowiliśmy, że oprawa graficzna Szosy musi zachwycać. Estetyka pełni w kolarstwie bardzo ważną rolę.

Jak nawiązujecie współpracę z ilustratorami?

H: „Szosa” już na tyle długo żyje w świadomości ludzi, że propozycje od ilustratorów często napływają do nas same. Poszukujemy również ilustratorów na własną rękę. Na przykład w zeszłym roku NACISK – festiwal druku był do tego idealną okazją.
Do każdej osoby staramy się podchodzić w indywidualny sposób – za każdym razem współpraca wygląda nieco inaczej. Zdarza się również, że działamy z ilustratorami, którzy nie mają nic wspólnego z kolarstwem. W takich sytuacjach pierwszym etapem naszej pracy jest rozmowa, wdrażanie w temat oraz dzielenie się inspiracjami.

B: Jakiś czas temu okazało się, że nasza redaktorka Gosia Pawlaczek pięknie rysuje. Odkryliśmy to zupełnie przypadkowo, ale dzięki temu mogliśmy użyć jej rysunków w jednym numerów Szosy.

A więc dla kogo jest „Szosa”?

H: Staramy się tworzyć magazyn, w którym artykuły są bardzo różnorodne, a tym samym potencjalnie atrakcyjne dla szerokiego grona odbiorców. „Szosę” czytają i zaawansowani, i początkujący kolarze, ludzie zafascynowani treningiem i wyścigami, jak również miłośnicy turystyki. Nie mamy jednak wątpliwości, że choćby podświadomie tworzymy „Szosę” dla siebie – najczęściej wyobrażamy sobie naszego czytelnika jako osobę podobną do nas samych.

Jak myślicie wrocławianie i wrocławianki są pasjonatami kolarstwa?

B: Myślę, że Wrocław jest jednym z najbardziej rowerowych miast w Polsce.

Zdjęcia do artykułu wykonał Marcin Szczygieł. 
Chcesz poznać inne inspirujące osoby z Wrocławia?
Bądź na bieżąco! 

 

 

 

 

Categories: Ludzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *